Wyczułem spisek: za 2 zł miałem wygrać ponad 100 zł

Tłumy kibiców na arenach, wielkie pieniądze do wygrania, profesjonalne kontrakty, sponsorzy i… możliwość obstawiania meczów u bukmachera.

Czy właśnie napisałem o piłce nożnej? Nie, chodzi o e-sport, czyli turnieje gier wideo. Jako że należę do frakcji “e-sport TO NIE sport” postanowiłem na tych poglądach zarobić, obstawiając rozgrywki u legalnego, polskiego bukmachera.

Stało się. Zamieniłem się w typowego “Janusza bukmacherki”, któremu wydaje się, że coś wie. Jeżeli kiedyś wejdziecie do stacjonarnego bukmachera, zobaczycie przy stoliku przynajmniej dwóch starszych panów. Są otoczeni gazetami i tabelami. Im też się zdaje, że mają “czutkę”.

Mówią, że Ajax nie wygra, bo w 1978 roku na tym stadionie przegrali. Nie obstawią PSG, bo twierdzą, że Neymar jest przereklamowany, a zresztą Brazylijczycy to nie ten sam naród co za czasów Pele. Malaga? Tam ma padać deszcz, a bramkarz gra w rękawicach, które “nie kleją” mokrej piłki, będą kiksy, wpadnie kilka bramek, zobaczysz.

To tacy goście, którzy wiedzą więcej – laik mógłby pomyśleć, że to szychy. Mają w szatniach całej Europy swoich informatorów, że dzwoni do Ania Lewandowska i mówi: “słuchaj, Janusz, Robert dzisiaj nie w humorze, chyba nie strzeli”. Zbierają kilkanaście takich pewniaków, które tworzą rekordowe kursy – i za 2 zł do wygrania jest pół miliona.

Oczywiście nic z tego nie wchodzi, ale pomyślcie: ile przy tym emocji! Ile marzeń, ile planów, co z taką kasą się robi! I ile samozachwytu, że może przechytrzyć się los – przewidzieć coś, na co nikt nie wpadł. Na tym polega romantyczna bukmacherka – pal licho wygraną, chodzi o wiedzę!

Uwielbiam ten styl gry i staram się być wiernym naśladowcą. To dlatego nie pamiętam, kiedy ostatni raz coś wygrałem u bukmachera. Teraz miało to się zmienić za sprawą e-sportu. Wiedza? Niepotrzebna. Przecież nie chodzi o skomplikowaną piłkę nożną, tylko dwie drużyny, które siedzą przy komputerze.

Droga do sukcesu wydawała się prosta. Sport bywa nieprzewidywalny: zmęczenie, kontuzje, presja kibiców i trenera, zły dzień – to wszystko wpływa na wynik rywalizacji i dlatego raz na jakiś czas Francja remisuje z Luksemburgiem, a Legia z Realem. Oczywiście w e-sporcie tego typu czynniki również występują, co potwierdzają eksperci, ale – wybaczcie, fani e-sportu – dla takich laików jak ja to jednak nie to samo. Przed komputerami siedzą goście, którzy się dobrze bawią. Jeżeli jedna drużyna ma lepszych zawodników, to znaczy, że wygra. Tak jest, gdy gra się z kolegami – nie ma przypadku.

A skoro tak, to ja na tym jeszcze zarobię. To nie może się nie udać. Tak mi się przynajmniej wydawało, jak na „Janusza e-sportowej bukmacherki” przystało.

Całość czytaj na: gry.wp.pl

Comments are closed.